Biznes „specjalnej troski”

Mariusz Nieścior redaktor naczelny Beauty Inspiration

Mariusz Nieścior
redaktor naczelny Beauty Inspiration

Jak zawsze pod presją czasu, z ponagleniami redakcji i drukarni. W takiej atmosferze zazwyczaj powstają wstępniaki do każdego wydania. Nie inaczej jest i tym razem. Właśnie siedziałem, wypatrując za oknem weny, pomysłu, inspiracji…

Temat wiodący wydania – GRA OFERTĄ. Wypadałoby napisać coś w stylu, jak ważna jest oferta, albo jak dzięki umiejętnej jej moderacji można wygrywać na rynku etc. A może pójść na łatwiznę i napisać po prostu o tym, co w numerze. Nie, to nie w moim stylu. Z meandrów rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Z niechęcią, ale odebrałem. Nie wiedziałem jeszcze, że niesie on ze sobą to, czego wypatrywałem za oknem. Dzwonił jeden z prelegentów naszej konferencji „Zyskowny biznes beauty i spa” (która notabene już 30-31 maja), żeby potwierdzić ostatecznie temat swojego wystąpienia: „Może skoro konferencja ma być o zyskowności, to opowiem o tym, dlaczego standardowo przyjęte przez ekonomikę zasady zyskowności nie sprawdzają się w biznesie spa”. Pomysł bardzo mi się spodobał – intrygujący i prawdziwy. Akceptujemy i wpisujemy do programu.

Chwilę po rozmowie coś mnie drgnęło. Zaraz, przecież w wielu innych aspektach biznesu usług beauty i spa jest właśnie tak przewrotnie i na opak, inaczej niż w branżach kierujących produkty i usługi do bardziej masowego odbiorcy. Tak też jest z zarządzaniem ofertą, czyli motywem przewodnim tego wydania. Przyjrzyjmy się temu, jak jej charakter wygląda w zestawieniu z innymi dziedzinami biznesu. Weźmy na warsztat operatorów telefonii komórkowej czy telewizji kablowej. Najczęściej oferują i reklamują oni swoje usługi w stylu – „więcej za mniej”, czyli więcej świadczeń i usług za mniejszą opłatę. Gdyby tę zasadę zastosować w usługach beauty, automatycznie skazalibyśmy salon czy spa na powolne odchodzenie w niebyt. W biznesie usług beauty i spa wygrywa się jakością, a nie ilością, a największe obłożenia mają obiekty, które nie oferują żadnych zniżek.

Zasadnicze różnice widać też w specyfice oddziaływania ofertą na decyzje zakupowe. Kupując aparat fotograficzny czy komputer, znaczenie mają jego parametry techniczne, możliwości etc. W przypadku oferty w salonie beauty czy spa liczy się przede wszystkim to, do kogo jest ona skierowana i jaki przyniesie efekt. Innymi słowy, nie parametry, a indywidualizacja, doświadczenie i wynik.

Przykłady tych różnić pewnie można by mnożyć. Ale już te powyższe wystarczą, żeby stwierdzić, że budowanie usług beauty i spa to biznes

niełatwy, o wymagającym i wrażliwym charakterze. Biznes, który rzeczywiście rządzi się swoimi prawami. Nie da się do niego zastosować sprawdzonych

w innych dziedzinach rynku schematów działania. To biznes, w którym trzeba uwzględnić to, co najtrudniejsze – emocje i potrzeby drugiego człowieka. To wymaga wrażliwości i empatii w stosunku do klienta, zindywidualizowanego podejścia. A na to nie ma już schematów. Pewnie z uwagi na te trudności wiele osób zrezygnowałoby dziś z prowadzenia takiej działalności, gdyby nie ta jedna rzecz. SATYSFAKCJA i ZADOWOLENIE KLIENTA. To wynagradza wszelkie trudności i czyni ten biznes piękniejszym.

A ja już wiem, czemu służył ten telefon. Czasami inspiracja przychodzi wtedy, kiedy się jej najmniej spodziewamy.

Mariusz Nieścior redaktor naczelny

Artykuł pochodzi z Beauty Inspiration 2/2016 – wydanie drukowane/e-wydanie

Facebook

YouTube