Dobrze jest, gdy stół stoi na czterech nogach

 

Czy salon urody może dobrze prosperować, jeśli oferuje tylko jedną usługę? Czy można go otworzyć, nie będąc lekarzem czy kosmetologiem? Czy klienta można urzec czymś innym, niż tylko niską ceną? Na wszystkie pytania odpowiadamy — TAK. A na ich potwierdzenie publikujemy rozmowę z Magdaleną Fredrych, właścicielką salonów Laser Studio 4.

BEAUTY INSPIRATION: Pani przygoda z branżą beauty rozpoczęła się 9 lat temu. Jak wyglądały początki Pani biznesu?

MAGDALENA FREDRYCH: Moje wykształcenie nie ma związku z branżą beauty. Skończyłam marketing i zarządzanie oraz psychologię biznesu. Można powiedzieć, że pierwszym moim kontaktem z tą branżą była moja praca magisterska, której temat brzmiał „Postrzeganie jakości usług w gabinetach kosmetycznych poprzez wygląd personelu”. I to był mój pierwszy temat w branży beauty. Biznesem beauty zaraziła mnie mama. Blisko szesnaście lat temu otworzyła swój pierwszy gabinet w naszym rodzinnym mieście — w Toruniu. Powstał on jako odpowiedź na moje potrzeby, ponieważ potrzebowałam depilacji. Tak powstał biznesplan i pierwszy gabinet o specjalności laserowego usuwania włosów. W tamtych czasach może dwa lub trzy gabinety w Polsce oferowały usługi tego typu. Zabiegi wykonywano laserem Light Sheer, który w tamtych czasach ze swoimi parametrami był bardzo nowoczesny.

MAGDALENA FREDRYCH właścicielka sieci salonów Laser Studio 4

BI: Nie było żadnych innych zabiegów?

MF: Nie mieliśmy tam żadnych innych usług. To były czasy, kiedy lekarz konsultował każdego klienta i kwalifikował go do zabiegu epilacji. Salon w Toruniu funkcjonował na tyle dobrze, że po skończeniu swoich studiów postanowiłam już sama otworzyć kolejny salon. Powstał w Płocku, w nowo wybudowanej galerii handlowej. Potem otworzyłam kolejne dwa salony o takiej samej specjalizacji w Bydgoszczy i Grudziądzu.

BI: Czy w każdym gabinecie był jeden laser, czy w nowych salonach poszerzyła Pani ofertę?

MF: Nie, trzymałam się zasady — jeden punkt, jeden laser.

BI: Jak zdobywaliście klientów? Dzisiaj społeczeństwo jest wyedukowane, znamy pojęcie depilacji czy lasera. Podejrzewam jednak, że pierwsze kroki to było też budowanie świadomości?

MF: Z jednej strony początki były trudne, z drugiej łatwe. Trudne, bo musieliśmy mocno postawić na edukację i likwidowanie obiekcji. Wiele osób miało przekonanie, że laser to strzelanie, zabijanie, krew. Ludzie bardzo się tego bali. To między innymi dlatego zatrudnialiśmy lekarza, który wzbudzał autorytet i mógł wytłumaczyć, na czym polega zabieg laserowego usuwania włosów. Przy każdej wizycie przeprowadzał kwalifikację do zabiegu. To uspokajało klientów, pokonywali swój lęk. W tamtych czasach było natomiast łatwiej zdobyć klienta, ponieważ nie mieliśmy konkurencji. Informacja o naszych usługach bardzo szybko rozeszła się dzięki poczcie pantoflowej.

BI: Ile kosztował wówczas zabieg?

MF: To były ogromne pieniądze. Epilacja nóg kosztowała nawet 1000 złotych — i mówię tu o cenach sprzed dziewięciu lat. To była niszowa, ekskluzywna usługa. Teraz nogi depiluje się nawet za 400 złotych. U nas jest to dziś ok. 600 zł.

BI: Jednak po latach funkcjonowania w systemie jednej specjalizacji, zdecydowała się Pani rozszerzyć ofertę.

MF: Było to związane z konkurencją — nagle powstało wiele gabinetów oferujących słabej jakości usługi za niską cenę. Z czasem rynek sam „wybił” te gabinety ze względu na ich niską skuteczność. Nie da się ukryć, że kiedyś łatwiej było zachęcić klienta do skorzystania z usługi. Przychodziły osoby zmagające się z problemem estetycznym — mające włosy na dekolcie, brodzie, z wąsikiem. Byliśmy jedynym sposobem na rozwiązanie problemu. Teraz częściej depilację laserową stosuje się jako dużą wygodę i oszczędność czasu. Gabinety oferujące zabiegi w bardzo niskich cenach, ze słabym sprzętem, spowodowały, że zaczęliśmy myśleć nad poszerzeniem oferty, ale głównym czynnikiem, który wpłynął na rozszerzenie tej oferty były namowy naszych klientek, które wiedziały, że mamy wykwalifikowany personel. Wprowadziliśmy więc zabiegi wyszczuplenia i urządzenia na ciało, a w dalszej kolejności zabiegi na twarz. Najdłużej się broniłam przed usługami manicure i pedicure, ale również w tej chwili mamy je w ofercie. Kiedyś byliśmy bardziej nastawieni na zabiegi niszowe i dochodowe, nie chcieliśmy wchodzić w rynek „paznokciowy” ze względu na dużą ilość osób i punktów oferujących takie usługi. (…)

 

Magdalena Fredrych

właścicielka sieci salonów Laser Studio 4

Czytaj cały artykuł w Beauty Inspiration 1/2017

Facebook

YouTube