Kto może zarabiać na makijażu permanentnym

ŻANETA STANISŁAWSKA redaktor magazynu Forever, członek SPCP USA, właścicielka sieci Broadway Beauty

„Wiele osób widzi w makijażu permanentnym głównie dochodowy biznes. Moim zdaniem należałoby zmienić podejście i najpierw sprawdzić swoje predyspozycje do wykonywania tego zawodu.” O rynku usług makijażu permanetnego, jego uwarunkowaniach, problemach i kierunkach rozwoju rozmawiamy z Żanetą Stanisławską, redaktor magazynu Forever oraz członkiem SPCP USA, właścicielką sieci Broadway Beauty.

 

 

BI: Makijaż permanentny od kilku lat cieszy się ogromną popularnością. Czy już samo wprowadzenie go do oferty gabinetu może być magnesem na klienta?

«ŻANETA STANISŁAWSKA: Trudno powiedzieć. Gabinety oferują szeroki zakres usług i manager powinien wiedzieć, czy będzie zapotrzebowanie na tę usług. Co prawda powstaje coraz więcej gabinetów z usługą makijażu permanentnego, natomiast zanim wprowadzimy należy ją dobrze przemyśleć. Często niestety jest tak, że pieniądze inwestowane są w krótkie szkolenia, a kompetencje pracowników są zbyt niskie by oferować tę usługę na wysokim poziomie.

BI: Co zatem decyduje o tym, że na makijażu permanentnym można zarabiać?

«ŻS: Wiele osób widzi w makijażu permanentnym głównie dochodowy biznes. Moim zdaniem należałoby zmienić podejście i najpierw sprawdzić swoje predyspozycje do wykonywania tego zawodu. Bo czy oferowanie makijażu po dwudniowym szkoleniu jest w stanie zaowocować dobrze prosperującym biznesem? Dlatego podejmując decyzję o wprowadzeniu tej usługi, musimy zwrócić uwagę, aby wykonywały te zabiegi osoby z wysokim doświadczeniem. Niestety wiele dziewczyn nie zdaje sobie sprawy, że pracując jako linergistki biorą odpowiedzialność za czyjś wygląd na wiele lat.

BI: Czyli przydałaby się jeszcze pasja i więcej zaangażowania w rozwój?

«ŻS: Tak, trzeba mieć pasję. Trzeba też mieć wyczucie estetyki i piękna. Niestety linergistka nie jest wpisana na listę zawodów, co sprawia, że każdy może robić makijaż permanentny, wystarczą dwa dni szkolenia. Natomiast po dwóch dniach nauki nie jesteśmy w stanie dobrać koloru, czy przewidzieć jak zareaguje skóra, nie potrafimy ocenić przeciwwskazań. Niewiele też wiemy na temat bezpieczeństwa i higieny pracy. Będę namawiała moje koleżanki trenerki, aby walczyć o wpisanie tego zawodu na listę zawodów kosmetycznych.

BI: Czy są jakieś inne skutki uboczne popularności makijażu permanentnego?

«ŻS: Wiele osób nie podchodzi profesjonalnie do tematu. Niektórzy swoje kwalifikacje opierają jedynie na wiedzy pozyskanej ze szkoleń online, a niestety nic nie zastąpi szkolenia stacjonarnego. I takich skutków ubocznych jest wiele — niewykluczenie przeciwwskazań, źle dobrany kolor, sine i przerysowane usta, zły kształt. Dlatego dziś dobrze jest też nauczyć się mikropigmentacji naprawczej. Nieudany makijaż pojawia się coraz częściej, więc mikropigmentacja naprawcza ma dużą przyszłość. Jest to też usługa droższa, bo odpowiedzialność jest dużo większa, niż w przypadku wykonania zabiegu od początku.

BI: Kluczową sprawą w zdobywaniu kwalifikacji jest nie tylko kwestia długości szkolenia, ale też szkolącej firmy, osoby. W jaki sposób możemy weryfikować firmy szkoleniowe?

«ŻS: Cenię osoby i firmy, które oferują usługi na wysokim poziomie. Ale jest też mnóstwo firm, które według mojej oceny samozwańczo tytułują się jako szkoleniowe i bezpośrednio wpływają na psucie rynku. Na przykład na kilkudniowym szkoleniu mają tylko jedną modelkę do dyspozycji. Wybierając firmę szkoleniową prośmy więc o certyfikaty, portfolio prac, rekomendacje innych kursantek. Zapytajmy o liczbę modelek, doświadczenie prowadzącego, wpis do MEN. Zadawajmy wiele pytań. Na moich szkoleniach zapewniamy dziewczynom możliwość kontaktu także po szkoleniu, bo pytania często pojawiają się nie na kursie, ale po nim. Mamy też grupę na Facebooku, gdzie prowadzimy dyskusje.

Nie widzę też nic złego w korzystaniu z kilku kursów u różnych osób — każdy z nas ma inne doświadczenie, inne metody. Z kursu wynosimy ok. 20-30 proc. całej przekazywanej tam wiedzy, tyle jesteśmy w stanie zapamiętać. Dlatego nie skupiajmy się tylko na jednym szkoleniu, ale zaplanujmy strategię kilkoma szkoleniami, różnymi metodami, wracajmy z pytaniami do prowadzącego.

BI: Jakie inne kierunki rozwoju ma przed sobą makijaż permanentny?

«ŻS: Makijaż permanentny nie jest tylko kwestią upiększania, ale służy także jako wsparcie medycyny. Coraz częściej stosuje się go u osób po chemioterapii lub z łysieniem plackowatym, czy innymi schorzeniami, które powodują brak włosków brwiowych. Zbliżamy się także do pigmentacji mężczyzn, np. w wypadku łysienia. Jest to pierwszy skuteczny sposób imitowania włosów, stosowany zamiast przeszczepu. Trzeba też wspomnieć o mikropigmentacji jako rozwiązaniu dla ukrywania blizn, rozstępów, urazów oparzeniowych. Mikropigmentację stosuje się też u osób z zajęczą wargą, mikropigmentuje się brodawkę sutkową. Może to się odbywać np. w konsultacji z lekarzem, kliniką medycyny estetycznej. Jest to kolejny etap nauki — wymaga to oczywiście wieloletniego kształcenia i ćwiczeń.

BI: Jakie trendy w makijażu permanentnym przewidujesz?

«ŻS: Technik pojawia się mnóstwo, często nazwanych autorskimi. W mojej ocenie nie do końca są to nowe techniki — raczej są to nowe nazwy dla znanych rozwiązań. Pojawia się technika wypierająca microblanding — ombre, pojawiają się kreski butterfly, róż na policzkach. Jednak póki co tryumfują microblanding i ombre.

BI: Co Twoim zdaniem powinien zrobić salon kosmetyczny, który bazował do tej pory na ofercie pielęgnacyjnej, aby dobrze wprowadzić usługę makijażu permanentnego i pozyskiwać na niego klientów?

«ŻS: Mając już bazę klientów z pewnością jest to łatwiejsze, niż kiedy się startuje od zera. Często przychodzą do mnie dziewczyny na szkolenie mówiąc — „bo mnie klientki namówiły”. Dlaczego więc po prostu nie zrobić ankiety wśród swoich klientek? Zapytać je czy byłyby zainteresowane makijażem permanentnym i jakie mają oczekiwania. Jest to też usługa, która dosyć szybko się zwraca. To nie są takie koszty, jakie były kiedyś. Jest dostępnych wiele szkoleń, grupy wsparcia, są pisma branżowe, z których można poszerzać wiedzę.

BI: Co najbardziej działa na klienta? Zdjęcia z wykonanego makijażu?

«ŻS: Portfolio prac i oznaczanie się z klientami to najlepsza bezpłatna reklama. To najlepszy sposób na zdobycie klientów. Ale musimy też pamiętać, że skóra rządzi się swoimi prawami. Na zdjęciach wykonanych tuż po zabiegu wszystko wygląda bardzo ładnie i wyraziście. Klientki oglądając takie zdjęcia na ich podstawie nabierają oczekiwań. Później okazuje się, że tak jak w przypadku pigmentacji ust wyłuszczenie pigmentu jest na poziomie 60 proc. Dlatego dobrze jest kiedy planujemy reklamowanie się zdjęciami — robić zdjęcie makijażu zaraz po zabiegu i miesiąc po nim, aby klientki miały obraz jak makijaż permanentny wygląda po wygojeniu.

BI: Często zdarzają się takie rozczarowania klientek?

«ŻS: Tak bywa. Trudno jest poradzić sobie np. z tłustą skórą, która jest problematyczna — nie da się zapigmentować idealnego włoska, tak jak w przypadku cery suchej. I wtedy także pojawia się rozczarowanie. Starajmy się uświadamiać klientki na ile jesteśmy w stanie poradzić sobie z jej oczekiwaniami, wyobrażeniami. Albo osoby, które kiedyś miały makijaż permanentny brwi, ten makijaż nadal jest — pozostał odcień niebiesko-czarny wynikający ze zbyt głębokiej pigmentacji. Nie mamy czarodziejskiej różdżki, która usunie narysowane brwi i zrobi naturalne włoski. Dlatego coraz bardziej potrzebni są specjaliści do usuwania tego, co było robione wcześniej, niekoniecznie prawidłowo.

BI: Usługa makijażu permanentnego jest dosyć droga, czy to znaczy, że jest to usługa zarezerwowana dla salonów w dużych miastach?

«ŻS: Nie uważam jednak, że jest to usługa zarezerwowana dla dużych miast. Oferując usługę makijażu permanentnego nie musimy wykonywać jej w jednym miejscu. Możemy podjąć współpracę z kilkoma salonami jako ofertę współpracy i podział procentowy z zysku.

BI: Masz na myśli coś w rodzaju mobilnej linergistki?

«ŻS: Nie do końca, bo wykonywanie samej usługi pigmentacji w domu nie jest rzeczą poprawną. Ale taka lingeristka może dojeżdżać do salonu, gdzie ma umówione klientki, tak jak często robi to np. lekarz medycyny estetycznej.

BI: Czy każdy może zostać linergistką? Jakie trzeba mieć predyspozycje do tego zawodu?

«ŻS: To jest to, o czym mówiliśmy na początku naszej rozmowy — trzeba przede wszystkim zmienić nastawienie z zysku na dystans. Po kilku dniach szkolenia nie jesteśmy w stanie pigmentować świadomie klienta. Dlatego zawsze polecam dziewczynom dużo ćwiczyć. Na początek zrobić zabieg mamie, babci, cioci, wszystkim dookoła. Wszystkie umiejętności trzeba po prostu wypracować. Musimy zainwestować czas, aby wyrobić własne umiejętności, by do klienta podejść świadomie. Co jeszcze może pomóc? Myślę, że ważną kwestią jest zawód, który aktualnie wykonujemy. Inaczej jest w przypadku kosmetyczek, które znają budowę skóry, mają za sobą już regulację, hennę. Osoby, które zmieniają zawód powinny podejść do tematu strategicznie. Rozplanować swoją karierę, a nie zbyt pochopnie nastawiać się na szybki zysk.

BI: Co radzisz swoim kursantkom „wypuszczając” je w świat?

«ŻS: Jestem bardzo surowa. Staram się je przygotować na to, że jest to dopiero początek. Tylko od nich zależy czy poświęcą swój prywatny czas na rozwój umiejętności. Nie powinniśmy zatrzymywać się na jednym szkoleniu, tylko inwestować w techniki, zbierać portfolio, budować grupę klientów inwestując w media społecznościowe.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Mariusz Nieścior

Artykuł pochodzi z BEAUTY INSPIRATION 2/2017

Facebook

YouTube