Jak zacząć biznes makijażu permanentnego?

MAGDALENA BOGULAK Medical Linergist, trener LTL, prekursorka makijażu permanentnego i właścicielka największego w Polsce Centrum Makijażu Permanentnego

Popyt na usługi makijażu permanentnego wciąż rośnie, a wraz z nim liczba zainteresowanych kosmetyczek, ale też osób niezwiązanych z branżą beauty, chcących wejść w ten intratny biznes. Czy sam kurs makijażu permanentnego wystarczy, aby zacząć pracować i zarabiać? Jeżeli tak, to jaki? Jednak sam kurs, choćby najlepszy, nie spowoduje, że klienci ustawią się do ciebie w kolejce. Jak więc dobrze zacząć w biznes makijażu permanentnego? O tym rozmawiamy z Magdaleną Bogulak, prekursorką makijażu permanentnego i właścicielką największego w Polsce Centrum Makijażu Permanentnego.

 

BEAUTY INSPIRATION: Centrów szkoleniowych z zakresu makijażu permanentnego w Polsce jest bardzo dużo. To sprawia, że nowych linergistek jest coraz więcej, a to wszystko jest napędzane popytem na te usługi. Czy Pani zdaniem rynek nie jest już nasycony?

«MAGDALENA BOGULAK: To prawda, wiele osób się szkoli, ale efekty są różne. Powstają przepiękne makijaże, ale niestety również czasami brzydkie, wręcz oszpecające. Rynek jest nasycony, bo centrów szkoleniowych i linergistek jest bardzo dużo, ale uważam, że wciąż jest nienasycony w tych pięknych makijażach. Tu mamy niszę, którą mogą wykorzystać osoby, chcące być w tym naprawdę dobre.

BI: Kwestia robienia pięknych makijaży uzależniona jest od liczby odbytych szkoleń, czy może talentu?

«MB: Żeby robić piękne makijaże, trzeba się dobrze wyszkolić. Oczywiście predyspozycje są ważne, bo one wpływają na czas trwania nauki. Takim osobom idzie ona szybciej, szybciej potrafią dobrać kształt i wykonać taki makijaż. Jest on jednak kwestią techniki i każdy, jeśli jest zdeterminowany oraz bardzo tego chce, to może się nauczyć go wykonywać bardzo dobrze.

BI: Dlaczego część makijaży jest źle wykonana? Od czego to tak naprawdę zależy?

«MB: Podstawą są szkolenia. Nie wyobrażam sobie, żeby można było robić doskonałe makijaże po dwudniowym szkoleniu. Często można spotkać się z podejściem: „wyszkolę się w trzy dni, kupię sobie tanią maszynkę, tanie pigmenty i będę robić makijaż permanentny”. Z tym jest tak, jak z samochodem — wszystkim można jechać, ale można to robić lepiej lub gorzej.

BI: W którym momencie pozwoliła by Pani lingeristce, żeby zrobiła klientce makijaż?

«MB: Żeby zdobyć podstawową licencję na poziomie Basic, trzeba u nas uczyć się 2 tygodnie. Po tym czasie widzimy jak kto pracuje. Zauważam, że osoby, które przeszły szkolenie, dobrze sobie radzą, ale „perełki” naprawdę zdarzają się nieczęsto. Z reguły jest tak, że każda z nich potrzebuje jeszcze długiego treningu, bo robimy coś trwałego klientkom na twarzy. Bardzo złe jest myślenie o szybkim zysku. Przy takim biznesie, jak makijaż permanentny, trzeba najpierw sporo zainwestować pieniędzy i czasu. Metody wykonywania zabiegów wciąż się zmieniają, więc szkolenie jest nieustannie potrzebne.

BI: Przypuśćmy, że mamy już dobrze wyedukowaną linergistkę i chce ona pozyskać klienta. Są osoby, które ukończyły szkolenie i mają już swój salon kosmetyczny. Jak mogą dobrze wprowadzić makijaż permanentny do swoich usług? Wejść w szeroką paletę makijażu, a może zacząć np. od brwi?

«MB: Czasami dziewczyny mówią nam, że chcą się wyszkolić tylko w robieniu brwi. Inne chcą specjalizować się tylko w ustach. Nie do końca jednak tak się da, bo prowadząc salon i mając swoje klientki oraz makijaż permanentny w ofercie, musimy umieć robić wszystko. Jeżeli wykonujesz brwi, a ust nie, to znaczy, że nie jesteś w czymś dobra. Gdybym poszła do kogoś, kto robi tylko usta, to bym zaczęła się zastanawiać, czy chcę u niego robić cokolwiek. W tej branży największą reklamą jest dobrze zrobiony makijaż, czyli zdjęcia po nim i opinie. Zadowolona klientka chwali się swoim znajomym, dlatego kobiety najczęściej przychodzą z polecenia albo kiedy zobaczyły efekty pracy na zdjęciach.

BI: A co zrobić z tą grupą osób, które się przebranżawiają? Widzą, że makijaż permanentny to intratny biznes, kończą kurs i chcą otworzyć swój gabinet. Jak mają przyciągnąć pierwszego klienta? Najpierw robić zabiegi na koleżankach?

«MB: Największy błąd, to zrobienie kursu, a potem zastanawianie się co dalej. Nie można zaczynać od tej strony, bo najpierw musi być pomysł. Jeżeli jestem księgową, ale znudziła mi się ta praca, mam dobry kontakt z klientami, mam zmysł estetyczny, zdolności manualne i stać mnie na szkolenie, zakup sprzętu oraz pigmentów, to robię kurs makijażu permanentnego. Trzeba mieć także pomysł na późniejsze zorganizowanie sobie pracy. Mogę na przykład mieć mobilną działalność usługową. Inna możliwość to dogadanie się z jakimś salonem kosmetycznym i współpraca z nim. Jeżeli ktoś nie jest z branży, to według mnie jedynym sposobem jest fantastyczne wyszkolenie się i budowanie swojej marki. Na początku we współpracy z jakimś salonem, a potem warto myśleć o choćby niewielkim lokalu dla siebie.

BI: Ale jak przyciągnąć pierwsze klientki?

«MB: Zawsze najlepiej działa dobrze wykonany makijaż. Jeżeli nie mamy doświadczenia w branży, to tuż po szkoleniu trzeba zrobić go kilku osobom za darmo. Zadowolona klientka przyprowadzi do ciebie inne. Jest dużo wariantów rozpoczęcia tego typu biznesu. Warto pamiętać, że więcej klientów będziemy mieli w salonie o wyrobionej pozycji na rynku. Tylko jednak pod warunkiem, że wchodzę do niego z czymś dobrym. Jeżeli mamy możliwość związać się z kimś uczciwym, kto ma swój salon i chciałby mieć tego typu usługę u siebie, to jest to świetna możliwość rozpoczęcia tej działalności, bo wtedy wychodzimy od razu do klientów. Właścicielce salonu także zależy na zyskach, więc poleca nasze usługi. Najgorzej jednak, kiedy robimy makijaż, który jest niedoszlifowany. Jest on wtedy naszą antyreklamą, a klientki które się u nas pojawiły, nigdy już nie wrócą i wystawią nam złe opinie.

BI: Nasza czytelniczka spytała czy wchodząc na rynek makijażu permanentnego, powinna na początek dać niższe ceny niż konkurencja, czy może lepiej startować z tego samego poziomu cenowego?

«MB: Najgorszy pomysł to niska cena na początku, bo oznacza, że jestem jeszcze kiepska. Klient nie chce przyjść do kogoś, kto się słabo zna na tym, co robi, nawet za niższą cenę. Na początku więc lepiej robić takie zabiegi za darmo i zdobywać doświadczenie. Potem, gdy je osiągniemy, od razu wchodzimy na docelową cenę. Poza tym, jeżeli na początku damy niższe ceny, to podniesienie ich będzie bardzo trudne.

BI: Jakie błędy najczęściej popełniają osoby wchodzące na ten rynek? Zdarza się, że przyjeżdżają na kolejne kursy i na coś się skarżą?

«MB: Opowiadając o szkoleniach, nigdy nie mówię, że nasza marka jest najlepsza, tylko proszę, żeby kandydatki zobaczyły w Internecie nasze prace i zabiegi, a następnie porównały je z konkurencją i wtedy wybrały. Wiele osób trafia do nas, bo uczymy delikatnego, pięknego, naturalnego makijażu, a na to jest popyt. Największym błędem jest szybkie, tanie szkolenie, tani sprzęt i tanie pigmenty. Nie zawsze to co tanie, jest złe, ale niestety tutaj jednak niska cena oznacza złą jakość. I dziewczyny, zamiast makijażów permanentnych, robią tatuaże. Potem zaczynają się sprawy w sądzie, roszczenia, prawnicy i płacz. Nie wszystko da się poprawić. Do nas także przychodzą osoby ze źle wykonanym makijażem — tatuażem, które odsyłamy na lasery i potem robimy nowe makijaże, ale to jest bardzo trudne. Najładniejsze, subtelne makijaże wystarczają na jakiś czas, a potem schodzą, a ten stary tatuaż znów jest widoczny. To jest niekończąca się opowieść…

BI: Czym różni się tatuaż od makijażu permanentnego? To nie to samo?

«MB: Oczywiście nie. Makijaż permanentny to nie do końca tatuaż. To makijaż, podczas którego płytko wprowadzamy pigment do określonej warstwy naszego naskórka. On wychodzi potem z naszej skóry i np. zabiegi na usta utrzymują się do dwóch lat, a brwi około roku i potem musimy poprawić makijaż. To działa podobnie jak farba do włosów. Natomiast tatuaż jest na zawsze, bo wprowadzany jest bardzo głęboko do skóry właściwej. Tatuaż na twarzy może być taki sam, jak tatuaż na ciele.

BI: Na jakie zabiegi jest największy popyt?

«MB: Gdy zaczynałam 20 lat temu, to najwięcej robiło się brwi i decydowały się na nie panie w średnim wieku. Kiedy makijaż zrobił się bardziej popularny i kobiety zobaczyły, że może być naprawdę ładny, pojawiła się duża grupa młodych klientek na brwi. Teraz mamy modę na linię rzęs i brwi, bo oko jest wtedy ładnie wyeksponowane. Przychodzi także czas na usta, bo do wyeksponowanego oka modne są usta nude. Dzisiaj robi się więc tak samo usta, jak i brwi. Poza tym to jest bardzo wciągające. Każda zadowolona klientka po brwiach zrobi sobie usta albo kreskę na oku.

BI: Jakie rady daje Pani swoim uczennicom, które wychodzą na rynek i chcą robić ten biznes?

«MB: Najpierw zorientuj się gdzie to będziesz robiła — czy to miejsce będzie atrakcyjne i bezpiecznie, jaką umowę podpiszesz, czy coś z tego będziesz miała, czy ktoś cię za moment nie zostawi na lodzie. Po drugie — idź na naprawdę dobre szkolenie. Jeżeli cię nie stać, to uzbieraj, a jeżeli masz już swoją firmę, to opłaca się to zrobić w leasingu. Trzecia rada — nie wolno oszukiwać klienta, czyli pracować na tanich, niesprawdzonych produktach, bo mogą wynikać z tego alergie, rozlany pigment, plamy na oczach i procesy. Czyli ma być 100% bezpieczeństwa dla ciebie i dla klienta. I to się nie może nie udać. Co dalej? Ciągle szkolenia i rozwój. Najpierw polecam kurs Basic. Potem radzę trochę popracować, a następnie ukończyć szkolenie Elite, które daje już większe umiejętności. Jeżeli chcemy się rozwijać, możemy uczyć się różnych metod makijażu brwi i ust, ale nie tylko. Możemy wejść w niszę, czyli pigmentację medyczną we współpracy z jakąś fundacją. Można np. robić rekonstrukcję otoczki brodawki sutkowej czy usuwać bielactwo. Są także makijaże po chemioterapii, po rozszczepie podniebienia i wargi. 800 osób rocznie rodzi się z takim problemem. Przechodzą przez wiele operacji, żeby skończyć na makijażu permanentnym. Jeżeli będzie on piękny, to naprawdę możemy im bardzo pomóc. Jest także pigmentacja głowy dla osób łysiejących. Możemy „leczyć” ludzkie problemy i kompleksy w uczciwy sposób, a przy tym zarabiać dobre pieniądze.

BI: Możliwości są ogromne. Mam nadzieję, że tą rozmową zachęcimy także do ciągłego kształcenia w tym zakresie i rozwoju. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Mariusz Nieścior.

Wywiad pochodzi z Beauty Inspiration 5/2018>>>

Skontaktuj się z nami!

Facebook

YouTube