Ciągle szukam czegoś więcej

założycielka sieci salonów depilacji Time For Wax, twórczyni Time For Business TV

założycielka sieci salonów depilacji Time For Wax, twórczyni Time For Business TV

W cyklu „Wywiad z managerem” gościmy tym razem Izabelę Makosz, przedsiębiorcę i kobietę sukcesu. Osobę, która od podstaw stworzyła sieć specjalistycznych salonów depilacji Time for Wax. Swoim doświadczeniem i wiedzą na temat prowadzenia biznesu dzieli się, prowadząc internetową telewizję Time for Business. Panią Izę pytamy nie tylko o kulisy powstawania jej biznesu, ale przede wszystkim staramy się dociec, jak na co dzień prawdziwa kobieta sukcesu radzi sobie z firmą, obowiązkami i łączeniem tego z życiem.

BI: Zanim zaczęła Pani prowadzić własny biznes, pracowała Pani w korporacji. Co zaważyło na decyzji o zmianie i otwarciu Time For Wax?

IZABELA MAKOSZ: Chyba nie będę tu oryginalna. Urodziłam drugie dziecko i stwierdziłam, że nie dam rady dalej pracować w korporacji. Ale nie będę o niej mówiła źle, bo praca w niej wiele mnie nauczyła. Mimo to stwierdziłam, że to już nie moja bajka i powiedziałam „zmieniam”. Nie jestem osobą, która narzeka i nic nie robi, więc szybko zaczęłam szukać konceptu na biznes.

BI: Jak Pani go znalazła?

IM: To było 8 lat temu, zupełny przypadek. Ktoś mi powiedział, że firmy oferujące specjalistyczne salony depilacji rozwijają się w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej nic nie wiedziałam o biznesie kosmetycznym, co ciekawe – nawet nie korzystałam z usług tego typu. Podeszłam do tego stricte jak do biznesu. Wydawało mi się, że to jest dobry koncept na własną działalność i mocno się w to wciągnęłam. Otworzyłam pierwszy salon na ulicy Domaniewskiej w Warszawie i od początku byłam przekonana, że to będzie sukces. Kolejny salon powstał przy ulicy Kopernika.

BI: Czyli wyjęła Pani jedną z usług oferowanych w salonach kosmetycznych i w oparciu o nią stworzyła osobną koncepcję biznesową.

IM: Tak, wszystkie gwiazdy na niebie i ziemi wskazywały, że to się nie uda. Jeżeli Pan by zrobił badania na temat potrzeb klienta w tamtych czasach i zapytał kosmetyczki, ile robią średnio depilacji, to wśród innych usług, które oferowały, robiły to 2-3 razy w miesiącu. Więc teoretycznie mój pomysł nie mógł się udać.

BI: A jednak Pani wierzyła?

IM: Ja widziałam biznes, który się rozwija i wierzyłam w siłę specjalizacji.

BI: Jakie były początki działalności Time for Wax?

IM: Pierwsze dwa miesiące to był płacz. Na moje nieszczęście otworzyłam salon we wrześniu, czyli w najgorszym momencie, jaki mogłam sobie wybrać, bo było już po sezonie. Dziennie przychodziły do nas dwie, może trzy klientki. Pracownicy stopniowo zaczynali wątpić w koncept, zaczęły się zwolnienia i rotacje. Żeby się ratować, dołożyłam do oferty usługę manicure, ale szybko z niej zrezygnowałam. Widzę, że ludzie też tak działają – jak widzą, że im nie idzie, to chcą rozszerzyć ofertę, albo dać jakiś produkt. Dziś uważam, że trzeba się trzymać spójnej strategii cały czas, a przede wszystkim przez cały czas pytać klienta, czego potrzebuje i co jeszcze możemy dla niego zrobić!

BI: Był więc jakiś moment przełomowy?

IM: Mój drugi salon pokazał mi, że to jest przyszłość, a ja muszę szybko rozwijać sieć w Warszawie. Zaczęłam więc otwierać salony Time for Wax w centrach handlowych, gdzie mam dziś pozycję lidera. Takich rzeczy jak przełom raczej nie miałam. Wszystko szło mądrze, swoim torem, zgodnie z biznesplanem, który założyłam.

Nie miałam umiejętności menadżerskich do zarządzania ludźmi, to mnie zaskoczyło. Jest to bardzo ciężka rzecz. Każdy gabinet kosmetyczny ma z tym problemy, rotacja ludzi jest ogromna. Trzeba znaleźć klucz, żeby tak nie było i słuchać pracowników. Tych, którzy są tego warci trzeba motywować, żeby chcieli pracować.

BI: Jak w każdym biznesie usługowym, pracownik jest wizytówką dla Pani firmy. Musi być Pani szczególnie wyczulona na to, kogo dobiera do swojego zespołu.

IM: Mam swój klucz. Opracowałam go nie tak dawno. Szukam u ludzi przede wszystkim odpowiedniego podejścia do drugiego człowieka, a nie zdolności manualnych, bo tych można się nauczyć. Jeżeli dana osoba jest otwarta i pracowita, to zapraszam ją do swojego zespołu. Cenię u ludzi otwartość, umiejętność nawiązywania relacji. Nie znoszę głupoty. Trudno jest znaleźć pracownika, który spełniałby wszystkie moje oczekiwania, dlatego ciągle rekrutujemy. Brakuje wykwalifikowanych specjalistów na rynku. O wiele łatwiej jest zatrudnić kosmetyczkę niż osobę do wykonywania depilacji. Każdego, kto rozpoczyna u nas pracę, uczymy wszystkiego od podstaw, więc opracowałam już system szkoleń, w tej chwili jest to już dopracowane i wiem jak to robić. Natomiast w usługach kluczowe nie są zdolności robienia zabiegów czy depilacji, ale zdolności interpersonalne.

BI: Dobra obsługa wymaga nawiązywania relacji, słuchania klienta. Czy to można robić za pomocą procedur? Czy ma Pani jakiś inny sposób budowania tej relacji?

IM: Od samego początku założyłam, że będę to robiła tak, aby klient był jak najbardziej zadowolony. Setki ludzi mi powiedziało, że przychodzą do nas, bo u nas nie ma umawiania się. Więc pytamy klienta, czy tylko to umawianie mu się podoba, czy może specjalizacja. Rynek ogromnie się zmienia, dziś promocja nie będzie działać, ale za dwa miesiące zrobimy ją trochę inaczej i będzie to strzał w dziesiątkę. Uważam, że najważniejsze w tym biznesie jest bycie blisko klienta i ciągłe zadawanie pytań. Dlatego sama staram się od czasu do czasu popracować na recepcji, mam wtedy okazję porozmawiać z klientami i zapytać o ich odczucia.

BI: Ma Pani managera w każdym salonie?

IM: Nie, nigdzie nie mam managera.

BI: To jak to działa?

IM: Nie prowadzimy recepcji, w salonach pracują tylko dziewczyny zajmujące się depilacją, nie ma managerów. Ja też się zastanawiam, jak to wszystko działa przez tyle lat. Żeby monitorować na bieżąco pracę salonów, korzystam z różnego rodzaju udogodnień, takich jak system online. Ważne są też jasne procedury, które mówią, co każdy ma robić. Nie prowadzimy zapisów telefonicznych, więc na co dzień recepcja nie jest nam potrzebna. Korzystamy z pomocy recepcjonistek tylko latem, w szczycie sezonu, kiedy obsługujemy rekordową liczbę osób.

BI: Ma Pani swojego mentora biznesowego, kogoś, kto Panią inspiruje?

IM: Nie mam jednej, wybranej osoby. Dużo czytam, dużo się sama edukuję, ale chyba najwięcej zawdzięczam mojemu mężowi, który jest bardzo zorientowany biznesowo. Był dla mnie ogromnym wsparciem, szczególnie w momencie, kiedy dopiero zaczynałam prowadzić swój biznes. Dziś jestem już bardziej świadoma i samodzielna, dlatego w mniejszym stopniu potrzebuję wsparcia. Mam bardzo zgrany zespół, korzystam też z doświadczenia znajomych specjalistów z branży HR. Kiedy pojawia się problem albo gdy planuję przeprowadzić w firmie jakąś istotną zmianę, potrzebuję to najpierw z kimś przegadać. Wtedy wiem, że mogę liczyć na merytoryczną poradę i trochę inne spojrzenie znajomych specjalistów i to pomaga mi zachować balans. Jestem przeciwniczką wybierania sobie jednego mentora, sama jeszcze nie znalazłam takiego.

BI: Jak wygląda Pani codzienny dzień pracy?

IM: Wstaję i zawożę dzieci do szkoły. Jeśli mam czas, korzystam z tego, że jestem przedsiębiorcą, leżę dłużej w łóżku i czytam książkę. Przyjeżdżam do pracy i albo załatwiamy z dziewczynami bieżące sprawy, albo sprawdzam wyniki mojego biznesu – liczbę obsłużonych klientów, obroty, ankiety online. Wyniki monitoruję codziennie. Odwiedzam wszystkie salony, staram się, aby przynajmniej raz w tygodniu być w każdym, chociaż nie zawsze mi to wychodzi.

(…)

Czytaj cały artykuł w Beauty Inspiration 2/2015 – wydanie drukowane / e-wydanie

Facebook

YouTube